Zawieszenie
Zawieszenie wraz z oponami, jest odpowiedzialne za
przyczepność i zachowanie się samochodu podczas jazdy na
wprost, pokonywania zakrętów i hamowania. W aucie do jazdy
cywilnej ma zapewnić jak najlepszą przyczepność, zarówno na
równej jak i wyboistej nawierzchni, a przy tym powinien
zostać zachowany jak najwyższy komfort jazdy. Zawieszenie
musi też dawać kierowcy poczucie bezpieczeństwa, czyli
zachowywać się stabilnie w każdych warunkach. Aby zapewnić
kierowcy takie poczucie i precyzję prowadzenia przy
zachowaniu niezbędnego komfortu, we współczesnych autach
najczęściej mamy kombinację miękkich sprężyn z
amortyzatorami o względnie dużej sile tłumienia. Z drugiej
strony zdarzają się samochody, które wydają się za miękkie i
jakieś takie "mało sportowe", ale nawet gwałtownymi
manewrami ciężko je doprowadzić do granicy przyczepności.
Dlatego należy tu odróżnić dwie rzeczy: rzeczywistą
przyczepność i "dobre prowadzenie". Nie zawsze jedno
automatycznie ogranicza drugie!

W samochodzie sportowym trzeba przynajmniej częściowo
zrezygnować z komfortu jazdy. Poza tym, zawieszenie powinno
być jak najdokładniej dostosowane do typu zawodów,
nawierzchni, rozwijanej szybkości i wszystkich innych
warunków. Ten wymóg komplikuje sprawę: inny "zawias" jest
potrzebny na tor wyścigowy, inny na rajd asfaltowy,
szutrowy, a jeszcze inny na śnieg. Pytanie jest banalne:
dlaczego? W ramach mądrzenia się, my na to pytanie
odpowiemy!

Dlaczego twardsze jest lepsze?
Zacznijmy od sprężyn. Kiedy samochód wjeżdża w zakręt, pod
wpływem siły odśrodkowej przechyla się. Jeśli sprężyny są
miękkie, auto przechyla się bardziej, jeśli twarde to mniej.
Co się wtedy dzieje? Gdy auto jedzie na wprost na każde koło
przypada pewna część całkowitej masy samochodu (jest to
rozłożenie masy). Załóżmy, że każde koło jest równo
obciążone - po 25% masy auta, czyli 50% na każdą stronę. W
zakręcie - dajmy na to lewym - koła po wewnętrznej zostają
odciążone, a koła po zewnętrznej (czyli prawej) - dociążone.
W tym momencie masa nie rozkłada się już po 25% na każde
koło. Jeśli mamy zwykłe sprężyny, to prawa strona dźwiga w
tej chwili np. 80% masy auta. Oznacza to, że lewe koła toczą
się w tym momencie bezużytecznie, a zadanie utrzymania
pojazdu w zakręcie spada na dwie prawe, biedne i piszczące z
wysiłku opony! Gdybyśmy teraz założyli twardsze sprężyny, to
na tym samym lewym zakręcie, prawa strona zostanie obciążona
już nie 80-cioma - a dajmy na to - sześćdziesięcioma
procentami masy auta. W tej sytuacji lewe i prawe opony są
obciążone prawie w równym stopniu i maksymalna prędkość z
jaką można pokonać ten zakręt znacznie się zwiększa. Wróćmy
na chwilę do tych wymyślonych sprężyn seryjnych: a co będzie
kiedy w zakręcie jeszcze przyhamujemy, bądź dodamy gazu?
Przy hamowaniu, odpowiednio większa masa "przemieści się" na
prawe przednie koło i to właśnie ono pierwsze straci
przyczepność. Jeśli dodamy gazu - prawe tylne. Dlaczego więc
zamiast sprężyn nie wstawić zwykłych kołków sosnowych? Wtedy
masa samochodu w ogóle nie przemieszczałaby się na zewnątrz
zakrętu i wszystkie opony pracowałyby równo. Owszem, pomysł
jest niezły, ale sprawdziłby się tylko na idealnie równej
nawierzchni. Każdy najmniejszy dołek, czy wybój powodowałby
utratę przyczepności, gdyż nieruchome zawieszenie nie
mogłoby go płynnie "wybrać". Taka koncepcja była swego czasu
testowana przez jeden z zespołów Formuły 1. Inżynierowie
pomyśleli, że zawieszenie bolidu ugina się na zakrętach nie
więcej niż 1 cm, spróbujmy więc pojechać na całkowicie
sztywnym! Okazało się jednak, że ten jeden centymetr
powoduje kolosalną różnicę i bez niego w ogóle nie da się
jeździć!

Zjawisko
zmiany nacisku na poszczególne koła podczas skręcania,
hamowania i przyspieszania, nazywamy dynamiczną dystrybucją
masy - w skrócie DDM. Jest ono kluczowe dla zrozumienia
jakie korzyści może dać twarde zawieszenie.
Jednak rzadko które auto ma idealne rozłożenie masy (25% na
każde koło). Jeśli więc np. przód jest cieżki (silnik z
przodu, napęd na przednie koła), sprężyny przedniego
zawieszenia muszą być twardsze niż tylnego. Jeśli wszystkie
pozostawimy takie same, to przednie koła na każdym zakręcie
bardzo szybko będą traciły przyczepność. Gdybyśmy dłużej
pojeździli takim autem (nawet zakładając, że kierowca nie
zajmuje się paleniem gumy), to przednie opony zużyją się w
tempie błyskawicznym, a tylne "ledwo-co", albo i w ogóle. I
odpowiednio na odwrót: w Porsche 911, gdzie około 65% masy
spoczywa na tylnych kołach, przednie sprężyny w porównaniu z
tylnymi wyglądają jak sprężynki od tapczanu.

Do wywodu o
DDM dodamy znaczenie wysokości zawieszenia: jeśli
zawieszenie jest obniżone, to środek ciężkości auta spoczywa
niżej i karoseria ma mniejszą ochotę przechylać się w
zakrętach. Mniejsza jest też DDM i automatycznie szybkość
pokonywania zakrętów może wzrosnąć. Samo obniżenie bez
utwardzenia daje względnie niewiele, więc nie spodziewajmy
się zauważalnej poprawy w wyniku prostego cięcia sprężyn.
Twarde sprężyny wymagają amortyzatorów o odpowiednio
zwiększonej sile tłumienia, aby samochód nie wymykał się
spod kontroli w krytycznych momentach, jak wejście w zakręt,
ostre hamowanie, czy jazda po wybojach. W tym miejscu pora
skomplikować nasze rozważania. Wyliczenia DDM podane wyżej,
można w pełni zastosować na równym i gładkim torze
wyścigowym, albo na jednej z niezwykle licznych polskich
autostrad. Kiedy droga jest nierówna, albo kiedy
przyczepność jest niewielka, konieczny jest kompromis. Jeśli
mamy zamiar poruszać się tuningowanym autem na co dzień, ani
sprężyny, ani amortyzatory nie mogą być przesadnie twarde a
wóz nie może "siedzieć" za nisko. Najczęstsze jest
zastosowanie zasady "jak najniżej, jak najtwardziej". W
wyniku takiej filozofii, samochód szybko zaczyna ciągnąć za
sobą części podwozia urwane w kontakcie z jezdnią, droga
hamowania na wszelkich wybojach niebezpiecznie się wydłuża,
a kierowca musi od nowa plombować ubytki w uzębieniu. Aby
auto miękko pokonywało nierówności i dobrze hamowało oraz
aby jednocześnie było "twardsze" na zakrętach, wymyślono
drążki stabilizacyjne. W stopniu zależnym od swojej grubości
i masy auta, ograniczają one przechyły nadwozia, a co za tym
idzie i DDM na zakrętach.

Geometria
teoretyczna i bardzo praktyczna
Samochód styka się z drogą za pośrednictwem czterech opon,
przy czym faktyczna powierzchnia styku wszystkich opon z
podłożem wynosi kilkanaście do kilkudziesięciu centymetrów
kwadratowych. Ponadto opony różnych firm, rozmiarów i
kategorii cenowych zapewniają bardzo dużą przyczepność.
Odpowiednio dobrane sprężyny i amortyzatory walczą o
utrzymanie stałego kontaktu guma-asfalt na dziurach i
wybojach, co jak wiemy, we wszystkich krajach prócz Polski,
jest łatwe do zrealizowania. Geometria zawieszenia, czyli
kąty pod jakimi koła są w czasie jazdy ustawione względem
drogi, dba natomiast o to, aby ta powierzchnia styku była
możliwie jak największa. Problem polega na tym, że kiedy
zawieszenie się ugina, koła zmieniają swoje ustawienie.
Podczas ostrego hamowania, w wyniku zjawiska DDM przód
samochodu nurkuje, a przednie koła pochylają się górnymi
krawędziami do środka. W tym momencie nie są już ustawione
prostopadle do nawierzchni i opony nie stykają się z nią
całą szerokością bieżnika. Przyczepność dramatycznie wręcz
maleje, a akurat teraz najbardziej by się przydała! Efekt to
wydłużona droga hamowania, a czym to może grozić, nawet nie
chcemy myśleć. Na zakręcie z kolei, koła po zewnętrznej
stronie łuku odchylają się górnymi krawędziami na zewnątrz.
I znowu najbardziej obciążone opony pracują tylko częścią
swej szerokości. Zależność jest tutaj prosta: im twardszy
założymy "zawias", tym niekorzystne wahania geometrii będą
mniejsze. Ale znowu pamiętajmy, że trzeba zachować poprawkę
na pokonywanie nierówności i nie można z utwardzaniem
przesadzić!
W tym miejscu znów należy wspomnieć o obniżaniu zawieszenia.
Ma ono ścisły związek z geometrią. Na zeszłorocznym zlocie w
Toruniu (2002) naszą uwagę zwróciło pewne auto znanej i
lubianej bawarskiej marki. Wóz był maksymalnie "rzucony na
ziemię" i wyglądał zaiste bardzo efektownie. Jednak w wyniku
obniżenia wszystkie koła tego pojazdu (obute w opony
nieprawdopodobnej szerokości), były pochylone do wewnątrz
pod bardzo dużym kątem. W rezultacie samochód stykał się z
drogą wyłącznie wewnętrznymi kantami opon! W takiej sytuacji
samochód ma minimalną przyczepność i jeżdżenie nim szybciej
niż 40 km/h może być po prostu niebezpieczne. O ile samochód
ma nie tylko lepiej wyglądać, ale i lepiej jeździć, nie
obniżajmy "na maxa"!

ZAWIESZENIE W PIGUŁCE
Zawieszenie ma za zadanie jak najlepiej wykorzystać
przyczepność opon. Na starych i łysych "kapciach" i
najlepsze zawieszenie nic nie pomoże! Na równe i dobrze
przyczepne nawierzchnie - zawieszenie twarde i niskie. Na
śliskie i wyboje - miękko i wyżej. Najważniejsze są sprężyny
- one kontrolują DDM. Do sprężyn dobiera się siłę tłumienia
amortyzatorów oraz stabilizatory. Każdy luz w zawieszeniu
zmienia geometrię kół (kąty pochylenia, zbieżność, itp.) i
pogarsza przyczepność samochodu. Tak samo źle jeździ się
samochodem z za miękkim jak i z za twardym "zawiasem".
źródło: Wojciech Jurecki "Teoria
"zawiasów"", GT nr 9 (56), wrzesień 2003,
str. 42-43